Pompy membranowe w oczyszczalni: jak przetłaczać osady i szlamy bez zapychania i przestojów

Pompy membranowe w oczyszczalni: jak przetłaczać osady i szlamy bez zapychania i przestojów

Operator oczyszczalni albo węzła podczyszczania ścieków w zakładzie zna ciecze, których żadna karta katalogowa nie opisuje ładnie. Osad wtórny z kłaczkami, flotat spływający z powierzchni, gęste mleko wapienne, roztwór koagulantu z osadem na dnie beczki, ścieki z włóknem i piaskiem. To media, które w pompie wirowej owijają się wokół wirnika, w ślimakowej ścierają stojan, a przy chwilowym braku dopływu potrafią zatrzymać całą stację. Dobór urządzenia do takiej roboty jest decyzją o tym, jak często ktoś będzie stał nad otwartą pompą z kluczem, zamiast pilnować parametrów oczyszczania.

Dlaczego typowe pompy grzęzną na trudnych mediach?

Klasyczna pompa odśrodkowa jest zaprojektowana pod ciecz, która płynie. Kiedy trafia na zawiesinę z włóknem, szmatami czy skłaczonym osadem, wlot się oplata, sprawność spada, a silnik dobiera prąd, aż zadziała zabezpieczenie. Pompy ślimakowe radzą sobie z gęstością lepiej, ale są wrażliwe na pracę na sucho – wystarczy, że zbiornik zejdzie poniżej poziomu ssania, a guma stojana przypala się w kilka minut. Do tego dochodzi chemia stacji uzdatniania: kwasy, ługi, roztwory PIX-u i siarczanu żelaza czy wapno gaszone atakują metalowe elementy i uszczelnienia dobrane bez namysłu.

Wspólnym mianownikiem tych awarii jest ruch obrotowy zanurzony w brudnej cieczy. Tam, gdzie coś się kręci i ociera o medium z ciałami stałymi, tam prędzej czy później pojawia się zużycie, zatarcie albo przeciek. Rozsądek podpowiada więc konstrukcję, która przetłacza medium bez wirnika na wale.

Czytaj:  Jakie narzędzia są niezbędne przy remoncie?

Zasada działania bez elementu wirującego w cieczy

Do mediów o dużej zawartości ciał stałych i zmiennej gęstości od lat sprawdza się pompa membranowa napędzana sprężonym powietrzem. W środku nie ma wirnika ani wału. Pracują dwie membrany połączone wspólnym trzpieniem, a rozdzielacz powietrza przerzuca zasilanie z jednej strony na drugą. Kiedy pierwsza komora zasysa ciecz, druga ją wypycha, a kierunek przepływu wymuszają kule zaworów zwrotnych, które unoszą się i opadają w gniazdach.

Skutek jest taki, że medium przechodzi przez szerokie kanały bez ciasnych szczelin, w których mogłoby się zaklinować włókno. Kule zaworów odsuwają się na tyle, by przepuścić większe cząstki, a brak obrotowego uszczelnienia wału eliminuje najczęstsze miejsce przecieku przy chemii. To konstrukcja, która przyjmuje zawiesinę taką, jaka jest, zamiast wymagać jej wcześniejszego oczyszczenia.

Praca na sucho i przy zamkniętym wylocie bez konsekwencji

Dwie cechy tej pompy mają w gospodarce ściekowej praktyczną wagę. Pierwsza to odporność na pracę na sucho. Gdy zbiornik zejdzie do dna i pompa zacznie łapać powietrze, nic się nie dzieje – membrany dalej się poruszają, a urządzenie po prostu przestaje tłoczyć, aż medium wróci. Nie ma stojana do przypalenia ani uszczelnienia, które zatrze się bez smarowania cieczą.

Druga to zachowanie przy zablokowanym wylocie. Zamknięta zasuwa czy zapchany rurociąg nie kończą się spaleniem silnika, bo silnika elektrycznego tu nie ma. Ciśnienie w komorze zrównuje się z ciśnieniem zasilania, membrany zatrzymują się w miejscu, a pompa rusza sama, kiedy droga przepływu się otworzy. Dla stacji pracującej bez stałej obsługi to różnica między drobnym przestojem a wezwaniem serwisu.

Od odbioru osadu po dozowanie chemii – co obsłuży jedna pompa

Jedno urządzenie obsługuje w oczyszczalni kilka bardzo różnych punktów. Przy odbiorze osadu z leja osadnika przetłacza gęstą maź do zagęszczacza albo prasy, radząc sobie z konsystencją, przy której pompa wirowa dławiłaby się od pierwszej minuty. Przy dozowaniu chemii podaje koagulant, korektor pH albo polielektrolit z zachowaniem w miarę stałej porcji na cykl, a regulację dawki uzyskuje się zmianą ciśnienia i częstotliwości skoków, bez falownika.

Czytaj:  Nowoczesna hala produkcyjna: projekt, który działa

Sprawdza się też przy opróżnianiu zbiorników i studzienek, gdzie trzeba zassać ciecz z poziomu niższego niż sama pompa. Zdolność do samozasysania pozwala postawić ją na posadzce i pobierać medium z głębi, bez zalewania układu przy każdym uruchomieniu. Ta sama pompa, przestawiona w inne miejsce, obsługuje kolejne zadanie, co w niewielkiej stacji ogranicza liczbę urządzeń do serwisowania.

Dobór materiału pod konkretne medium

O trwałości decyduje zestawienie składu cieczy z materiałem części mokrych. Do osadów i ścieków bytowych o umiarkowanej chemii wystarcza korpus z polipropylenu albo żeliwa z powłoką, natomiast przy stężonych kwasach i roztworach silnie utleniających sięga się po PVDF lub stal kwasoodporną. Membrany dobiera się osobno: guma EPDM znosi wodne roztwory i wiele chemikaliów stacji, a tam, gdzie pojawiają się rozpuszczalniki albo agresywne utleniacze, właściwym wyborem bywa PTFE.

Praktyczny błąd to dobór po nazwie procesu, a nie po realnym składzie medium. Ten sam „osad” w jednym zakładzie jest niemal wodą, w drugim niesie tłuszcze i chemię z produkcji. Dlatego rozsądniej opisać dostawcy medium liczbami – gęstość, udział suchej masy, pH, obecność włókna – i dobrać konfigurację pod to, niż zamawiać wariant uniwersalny i liczyć, że wytrzyma.

Powietrze zamiast prądu w strefie z biogazem

W węzłach, gdzie unosi się biogaz albo opary rozpuszczalników, napęd elektryczny bywa kłopotem. Zasilanie sprężonym powietrzem usuwa go u źródła, bo przez pompę nie płynie prąd i nie ma czego iskrzyć. Wykonania zgodne z dyrektywą ATEX można stawiać w strefach zagrożonych wybuchem bez kosztownej obudowy przeciwwybuchowej i dodatkowej dokumentacji, której wymagałby silnik elektryczny. Przy zamkniętym torze cieczy ogranicza się przy okazji ryzyko rozprysku brudnego medium na stanowisku pracy.

Mobilność i praca dorywcza

Sporą część zadań w oczyszczalni trudno zaplanować z góry: trzeba opróżnić studzienkę po awarii, przepompować zawartość zbiornika przed czyszczeniem, ściągnąć wodę z zalanego kanału. Pompa bez silnika elektrycznego jest lekka i nie wymaga przyłącza siłowego – wystarczy wąż sprężonego powietrza, żeby postawić ją tam, gdzie akurat jest potrzebna. Brak kabli i gorącej obudowy oznacza też, że można ją bez obaw zmoczyć czy spłukać po robocie. W praktyce jeden egzemplarz na wózku obsługuje zadania dorywcze w całym obiekcie, zdejmując je z pomp stacjonarnych wpiętych na stałe w technologię.

Czytaj:  Sprawny strop bez nadmiernych kosztów

Eksploatacja liczona przez cały cykl

Zestawiając oferty, warto patrzeć na koszt utrzymania, nie na samą fakturę. Lista części zużywalnych jest krótka: dwie membrany, komplet kul i gniazd zaworów oraz uszczelnienia. Wymianę robi własna obsługa w kilkadziesiąt minut, bez wysyłki sprzętu i bez rozbierania rurociągu. Koszt bieżący to zużycie sprężonego powietrza, które przy pompie dobranej z nadmiarem potrafi zaskoczyć – wielkość dopasowana do faktycznego punktu pracy i rozsądne ciśnienie zasilania trzymają go w ryzach.

Przed zapytaniem ofertowym warto zebrać dane wejściowe: rodzaj i gęstość medium, udział ciał stałych, wymagany przepływ, wysokość i długość trasy tłoczenia oraz parametry zakładowej sieci sprężonego powietrza. Osobno warto sprawdzić dostępność zestawów naprawczych u danego producenta, bo w stacji, gdzie przestój oznacza przelanie zbiornika, szybki dostęp do membran bywa ważniejszy niż drobna różnica w cenie zakupu.

Monika Zawadzka

Monika Zawadzka

Absolwentka architektury na Politechnice Gdańskiej, z ponad 10-letnim doświadczeniem w projektowaniu i nadzorze inwestycji. Specjalizuje się w tworzeniu nowoczesnych, funkcjonalnych przestrzeni, które maksymalizują efektywność budowy. Prywatnie pasjonatka minimalistycznego designu oraz ekologicznych rozwiązań.

Artykuły: 44

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *